Już to pisałam na forum, ale nie potrafię nic dodać ani nic ująć, więc kopiuję tutaj:
Jeszcze te dwa lata temu nie byłam świadoma, że macierzyństwo to taka frajda,
takie wyzwanie i tak piękny stan. Uczucie, które nagle wdarło się w moje
serce było tak wielkie, że nigdy bym się nie spodziewała że tak potrafię
pokochać. Że taka maleńka istotka bedzie potrafiła tak przewartościować mój
wielce egoistyczny świat.
Czasami moja miłość jast tak wielka, że aż boli. Ciśnie gdzieś w brzuchu i
nie chce odpuścić. Czasami nie potrafię robić nic więcej tylko kochać, kochać
i kochać.
Wzrusza mnie niesamowicie każda minuta życia naszej córki, każdy gest, każde
słowo, każdy uśmiech, każda łza. Każda kąpiel staje się wielką zabawą, a
każda minuta spędzona nad śpiącą słodko Olką doprowadza do tego, że do oczu
napływają mi łzy wzruszenia, radości...
Jeszcze kilka lat temu, nie myślałam, że kiedykolwiek uda mi się zostać
matką, później jak już byłam w ciąży, nie wierzyłam że będę dobrą matką. A
teraz? A teraz Ola utwierdza mnie w tym, że jednak jestem dobrą matką. Jej
czułe "kocham Cię mamusiu" utwierdza mnie w tym codzień.
Czago bym chciała?
Bardzo bym chciała umieć Olkę wychować na dobrą i mądrą osóbkę. Wykształcić,
zapewnić odpowiedni start w dorosłe życie i spowodowć, żeby była szczęśliwa.
Chciałabym bardzo żeby moja miłość była zawsze silną miłością, ale absolutnie
nie taką, która przeobraża się w zaborczość. Chciałabym umieć rozmawiać z
moim dzieckiem, zawsze doradzić. Chciałabym być podporą i ostoją. I
chciałabym być po prostu przyjacielem. Tylko czy potrafię? Czy dam radę? Czy
Ola będzie chciała tego samego? Zobaczymy jak to będzie...
olcia6